Wszystkich chętnych, którzy chcą zwiedzić Izbę Regionalną prosimy o zgłoszenie się do opiekuna Agnieszki Skalskiej.

599 lat Mińska Mazowieckiego

29 maja nasze miasto obchodzi 599  rocznicę powstania. Przez 600 lat świat się zmieniał w  dynamicznym tempie,  a obycie z historią zawsze inspirowało Szkolną izbę regionalną  do działania,  na przykład za pomocą wystaw oraz zajęć. Aktualnie nie jest to możliwe. Na szczęście urząd naszego miasta wyszedł naprzeciw potrzebom ludzi zainteresowanych  Mińskiem,  by z zacisza swojego własnego domu pochłaniać wiedzę. Na stronie Turystycznyminsk.com znajdziecie artykuły historyczne,  szlaki turystyczne i wiele innych ciekawych treści.

Szkolna Izba Regionalna przygotowała tekst krasomówczy dotyczący naszego miasta.   Tekst krasomówczy to opowiadanie  o czymś co nas porusza w sposób bogaty językowo.  Nasi uczniowie wraz ze mną ćwiczyli  i przygotowywali teksty krasomówcze. W  tych tekstach ważne jest bogactwo słownictwa,  emocje.  Jednym z wielu tekstów przygotowywanych na konkurs krasomówczy jest „O‌ ‌rzece‌  ‌Srebrna‌ ‌w‌ ‌Mińsku‌ ‌Mazowieckim‌”

Zapraszam do lektury scenariusza wystąpienia.

Codziennie‌ ‌przechodzę‌  ‌ulicą‌ ‌Warszawską‌ ‌przez‌ ‌murowany‌ ‌most‌ ‌w‌ ‌naszym‌ ‌mieście.‌ ‌Kiedyś‌ ‌nie‌ ‌było‌ ‌tego‌ ‌mostu.‌ ‌Wśród‌ ‌gęstych‌ ‌traw‌ ‌wiła‌ ‌się‌ ‌rzeka‌, ‌ ‌którą‌ ‌i‌ ‌dziś‌ ‌widać‌ ‌z‌ ‌mostu‌.‌  ‌To‌ ‌ona‌  ‌dzieliła‌ ‌świat‌ ‌na‌ ‌dwa‌ ‌oddzielne‌ ‌miasta.‌ ‌Jeden‌ ‌to‌ ‌był‌ ‌świat‌ ‌Mieńska‌, a‌ ‌drugi‌ ‌to‌ ‌świat‌ ‌Sendomierza‌.‌ ‌Rzeka‌ ‌była‌ ‌kiedyś‌ ‌głębsza‌ ‌i‌ ‌czystsza‌ ‌niż‌ ‌dziś.‌ ‌To‌ ‌dzięki‌ ‌niej‌ ‌ludzie‌ ‌mieszkający‌ ‌w‌ ‌tych‌ ‌miastach‌ ‌mogli‌ ‌w‌ ‌pełni‌   jak‌ ‌na‌ ‌tamte‌ ‌czasy‌ ‌żyć.‌ ‌Rzeka‌ ‌była‌ ‌miejscem‌ ‌tętniącym‌ ‌życiem‌ ‌to‌ ‌tu‌ ‌dawniej‌ ‌ludzie‌ ‌prali‌ ‌stojąc‌ ‌na‌ ‌pomostach.‌ ‌Można‌ ‌było‌ ‌słuchać‌ ‌koncertu‌  ‌grających‌ ‌w‌ ‌wodzie‌ ‌kijanek‌ ‌wybijających‌  ‌brud‌ ‌z‌ ‌lnianych‌ ‌ubrań.‌ ‌Krajobraz‌ ‌przy‌ ‌rzece‌ ‌był‌ ‌inny‌ ‌niż‌ ‌dziś.‌ ‌Stały‌ ‌tu‌ ‌balie‌, ‌ ‌niecki.‌ ‌Rzeka‌ ‌była‌ ‌miejscem‌ ‌spotkań‌ ‌ludzi, ‌ ‌to‌ ‌z‌ ‌niej‌ brano‌ ‌wodę‌ ‌i‌ ‌to‌ ‌ona‌ ‌niejednokrotnie‌ ‌wyznaczała‌ ‌możliwość‌ ‌zamieszkania‌ ‌jakiegoś‌ ‌terenu. Przy‌  ‌rzece‌ ‌stał‌ ‌piękny‌ ‌drewniany‌ ‌młyn‌ ‌wodny‌, który‌ ‌mielił‌ ‌zboże‌ ‌z‌ ‌pobliskich‌  ‌wiosek‌ ‌na‌ ‌mąkę.‌ ‌Z‌ ‌niej‌ ‌wypiekano‌ ‌zdrowe‌ ‌chleby‌ ‌na‌ ‌zakwasie.‌ ‌To‌ ‌woda‌ ‌z‌ ‌tej‌ ‌rzeki‌ ‌dawała‌ ‌siłę‌ ‌na‌  ‌pracę‌ ‌żaren.‌ ‌

Dlaczego‌ ‌ta‌ ‌rzeka‌ ‌nazywa‌ ‌się‌ ‌Srebrna?-Myśli‌ ‌biegają‌ ‌mi‌ ‌w‌ ‌głowie.‌ ‌Jest‌ ‌to‌ ‌nazwa‌, ‌ ‌która‌ ‌w‌ ‌swej‌ ‌etymologii‌ ‌mogłaby‌ ‌świadczyć‌ ‌o‌ ‌bogactwie‌, ‌ ‌dostojności‌ ‌i‌ ‌pięknie.‌ ‌Dziś‌ ‌tego‌ ‌nie‌ ‌widać.‌ ‌Moi‌ ‌rodzice‌ ‌znają‌ ‌ją‌ ‌raczej‌ ‌pod‌ ‌nazwą‌  ‌śmierdzianka‌.‌  ‌Zaczęło‌ ‌mnie‌ ‌nurtować‌ ‌dlaczego‌ ‌się‌ ‌tak‌ ‌nazywa?‌ ‌Ostatniego‌ ‌lata‌ ‌wybrałem‌ ‌ię‌ ‌z‌ ‌kolegami‌ ‌na‌ ‌jak‌ ‌to‌ ‌mówiliśmy‌ ‌oględziny‌ ‌rzeki.‌  ‌Szukaliśmy‌ ‌jakichkolwiek‌ ‌błyszczących‌ kamieni, ‌ ‌nic‌ ‌z‌ ‌tego.‌ ‌Za‌ ‌mostem‌ ‌mamy‌ ‌zalew‌ ‌naszej‌ ‌rzeki‌ ‌zrobiony‌ ‌sztucznie‌ ‌włączony‌ ‌w‌ ‌osiemnastowieczny‌ ‌projekt‌ ‌ogrodu‌ ‌włoskiego‌ ‌założonego‌ ‌wokół‌ ‌Pałacu‌ ‌Dernałowiczów.‌ ‌Tu‌ ‌poprowadzono‌ ‌sieć‌ ‌kanałów‌ ‌i‌ ‌stawów‌ ‌tworząc‌ ‌malownicze‌ ‌miejsce‌.‌  ‌Myśli‌ ‌moje‌ ‌i‌ ‌moich‌ ‌kolegów‌   ‌zaczęły‌ ‌pracować‌ ‌a‌ ‌może‌ ‌ta‌ ‌nazwa‌ ‌związana‌ ‌jest‌ ‌z‌ ‌bogactwem‌ ‌rodów‌ ‌mieszkających‌ ‌w‌ ‌tym‌ ‌pałacu.‌ ‌Jeden‌ ‌z‌ ‌kolegów‌ ‌powiedział‌ ‌że‌ ‌kiedyś‌ ‌słyszał‌ ‌legendę‌ ‌o‌ ‌zamku‌ ‌na‌ ‌tym‌ ‌terenie‌.‌ ‌To‌ ‌może‌ ‌stąd‌ ‌ta‌ ‌nazwa?‌ ‌Nic‌ ‌nie‌ ‌wiemy‌, ‌ ‌trzeba‌ ‌szukać‌ ‌w‌ ‌bibliotece, ‌ może‌ ‌tam. Gdy‌ ‌się‌ ‌tam‌ ‌znalazłem‌, ‌ ‌przejrzałem‌ ‌kilka‌ ‌pozycji‌ ‌odrazu‌ ‌wpadła‌ ‌mi‌ ‌do‌ ‌ręki‌   ‌książka‌ ‌Tadeusza‌ ‌Chróścielewskiego‌ ‌z‌ ‌legendami‌ ‌o‌ ‌Mińsku.‌  ‌Jedna‌ ‌z‌ ‌nich‌ ‌to‌ ‌„O‌ ‌srebrze‌ ‌w‌ ‌rzece‌ ‌Srebrna”-‌ ‌mam‌ ‌gotowa‌ ‌odpowiedź‌ ‌na‌ ‌moje‌ ‌pytanie‌ ‌ale‌ ‌czy‌ ‌na‌ ‌pewno posłuchajcie…‌ ‌ ‌

Pewnej‌ ‌nocy‌ ‌diabeł‌ ‌Merdasiński‌ ‌taszczył‌ ‌na‌ ‌swoich‌ ‌plecach‌ ‌dwa‌ ‌lub‌ ‌trzy‌ ‌wory‌ ‌ze‌ ‌srebrem.‌ ‌Leciał‌ ‌właśnie‌ ‌nad‌ ‌Mińskiem‌, ‌ ‌gdy‌ ‌pewien‌ ‌kur‌ ‌(‌coś‌ ‌mu‌ ‌się‌ ‌pomyliło)‌ ‌zapiał‌ ‌za‌ ‌wcześnie‌ ‌na‌ ‌ranne‌ ‌wstawanie‌ ‌a‌ ‌było‌ ‌już‌ ‌to‌ ‌trzecie‌ ‌pianie‌ ‌po‌ ‌którym‌ ‌ma‌ ‌być‌ ‌już‌ ‌dzień.‌ ‌Po‌ ‌tym‌ ‌pianiu‌ ‌wszystko‌ ‌staje‌ ‌się‌ ‌realne‌. Kogut‌ ‌zapiał‌ ‌diabeł‌ ‌ugiął‌ ‌się‌ ‌pod‌ ‌ciężarem‌, ‌ ‌wory‌ ‌wpadły‌ ‌do‌ ‌naszej‌ ‌rzeki.‌ ‌Na‌ ‌dnie‌ ‌której‌ ‌po‌ ‌dzień‌ ‌dzisiejszy‌ ‌leżą‌ ‌a‌ ‌w‌ ‌nich‌ ‌ten‌  ‌metal‌ ‌–bardzo‌ ‌cenny‌ ‌i‌ ‌użyteczny.‌  ‌Jak‌ ‌pisze‌ ‌Chróscielewski‌   ‌miejsce‌ ‌upadłego‌ ‌skarbu‌ ‌nie‌ ‌jest‌ ‌znane‌ ‌po‌ ‌dziś‌.‌ ‌Czyli‌ ‌z‌ ‌mojej‌ ‌perspektywy‌ ‌nawet‌  ‌nie‌ ‌było‌ ‌znane‌ ‌około‌ ‌100‌ ‌lat‌ ‌temu.‌ ‌On‌ ‌tak‌ ‌jak‌ ‌ja‌ ‌lub‌ ‌raczej‌ ‌ja‌ ‌tak‌ ‌jak‌ ‌on‌ ‌szukałem‌ ‌śladów‌ ‌srebra.‌ ‌Pan‌ ‌Tadeusz‌ ‌był‌ ‌nawet‌ ‌bliżej‌ ‌odkrycia‌ ‌tego‌ ‌skarbu‌ ‌ode‌ ‌mnie.‌ ‌Wraz‌ ‌ze‌ ‌swoimi‌ ‌towarzyszami‌ ‌znalazł‌ ‌szczątki‌ ‌kota‌ ‌a‌ ‌jak‌ ‌wiadomo‌    ‌to‌ ‌nieodłączni‌ ‌partnerzy‌ ‌magii‌.W‌ ‌posiadaniu‌ ‌ich‌ ‌znalazł‌ ‌się‌ ‌także‌ ‌but‌ ‌diabelski‌ ‌–był‌ ‌on‌ ‌bez‌ ‌noska‌ ‌aby‌ ‌mogły‌ ‌się‌ ‌tam‌ ‌zmieścić‌ ‌racice‌ ‌diabelskie.‌ ‌

Gdy‌ ‌przeczytałem‌  ‌tę  ‌legendę‌ ‌zdałem‌ ‌sobie‌ ‌sprawę‌ ‌z‌ ‌tego, ‌ ‌że‌ ‌nie‌ ‌znam‌ ‌znowu‌ ‌odpowiedzi‌ ‌na‌ ‌moje‌ ‌pytania.‌ ‌To‌ ‌mnie‌ ‌nie‌ ‌satysfakcjonowało.‌ ‌Szedłem‌ ‌ulicami‌ ‌mojego‌ ‌miasta‌, mijałem‌ ‌nowe‌ ‌galerie‌ ‌handlowe‌ ‌i‌ ‌myślałem……

Już‌ ‌chyba‌ ‌nigdy‌ ‌nikt‌ ‌nie‌ ‌dowie‌ ‌się‌ ‌dlaczego‌ ‌nasza‌ ‌rzeka‌ ‌nazywa‌ ‌się‌ ‌Srebrna.‌ ‌Wyjąłem‌ ‌z‌ ‌kieszeni‌ ‌kartkę‌ ‌z‌ ‌moimi‌ ‌zapiskami‌ ‌tam‌ ‌zobaczyłem‌ ‌słowo‌ ‌zamek, ‌ ‌no‌ ‌tak‌ ‌co‌ ‌z‌ ‌tym‌ ‌zamkiem.‌ ‌Poszedłem‌ ‌w‌ ‌górę‌ ‌rzeki‌ ‌rozmyślając….‌ ‌ ‌

Nagle‌ ‌moim‌ ‌oczom‌ ‌ukazało‌ ‌się‌ ‌wzgórze‌ ‌nad‌ ‌Srebrną (‌dzisiejszy‌ ‌cmentarz)‌ wzgórze‌ ‌okalała‌ ‌z‌ ‌jednej‌ ‌strony‌ ‌rzeka‌ ‌Srebrna‌ ‌swym‌ ‌wielkim‌ ‌zalewem.‌ ‌Stanąłem‌ ‌jak‌ ‌wryty‌.‌ ‌Przechodziła‌ ‌obok‌ ‌mnie‌ ‌jakaś‌ ‌staruszka‌, która‌ ‌właśnie‌ ‌żegnała‌ ‌się‌ ‌przy‌ ‌kapliczce‌ ‌Świętego‌ ‌Krzyża‌.‌

‌Dobrze‌ ‌czujesz‌ ‌się‌ ‌chłopcze‌ ‌–zapytała.‌ ‌

Tak‌ ‌chyba‌, tak-‌ ‌odpowiedziałem‌.‌

‌Co‌ ‌się‌ ‌stało‌? Wydawało‌ ‌mi‌ ‌się‌ ‌opowiadałem‌, że‌ ‌widzę‌ ‌tańczące‌ ‌na‌ ‌wzgórzu‌ ‌diabły‌ ‌i‌ ‌czarownice, ‌ ‌wszyscy‌ ‌okropni‌  ‌poszarpani‌, ‌ ‌czarni‌ ‌jakby‌ ‌z‌ ‌ziemi. Przecież‌    ‌to‌ ‌niemożliwe‌ ‌to‌ ‌jest‌ ‌miejsce‌ ‌święte.‌

‌Mój‌ ‌chłopcze‌- ‌odpowiedziała‌

Z‌ ‌tego‌ ‌co‌ ‌opowiadała‌ ‌mi‌ ‌moja‌ ‌prababcia‌ ‌to‌ ‌jest‌ ‌Łysa‌ ‌Góra‌ ‌z‌ ‌niej‌ ‌zrzucano‌ ‌kobiety‌, które‌ ‌jak‌ ‌mówiono‌ ‌odebrały‌ ‌mleko‌ ‌krowom.‌ ‌Tak‌ ‌ale‌ ‌od‌ ‌tego‌ ‌jej‌ ‌nazwa‌ ‌na‌ ‌pewno‌ ‌nie‌ ‌pochodzi.‌ ‌Chyba‌ ‌nie‌ ‌ciągnęła‌ ‌ale‌ ‌ja‌ ‌kiedyś‌ ‌słyszałam, ‌ ‌że‌ ‌w‌ ‌tej‌ ‌górze‌ ‌ukryty‌ ‌jest‌ ‌pałac‌ ‌Sendomierza.‌ ‌W‌ ‌pałacu‌ ‌a‌ ‌może‌ ‌i‌ ‌zamku‌ ‌na‌ ‌pewno‌ ‌było‌ ‌srebro‌. ‌ ‌Myśli‌ ‌kłębiły‌ ‌mi‌ ‌się‌ ‌w‌ ‌głowie.‌ ‌Woda‌ ‌która‌ ‌jest‌ ‌w‌ ‌rzece‌ ‌łączy‌ ‌się‌ ‌z‌ ‌źródłami‌ ‌podziemnymi‌, które‌ ‌płuczą‌ ‌te‌ ‌skarby‌ ‌a‌  ‌to‌ ‌może‌ ‌dawać‌ ‌kolor‌ ‌tej‌ ‌rzece.‌ ‌Może‌ ‌i‌ ‌tak‌ ‌pomyślałem‌ ‌ale‌ ‌czy‌ ‌ja‌ ‌to‌ ‌odkryję‌ ‌zresztą‌ ‌po‌ ‌co?‌ ‌Może‌ ‌lepiej‌ ‌niech‌ ‌będzie‌ ‌to‌ ‌tajemnicą‌, ‌ ‌która‌ ‌od‌ ‌lat‌ ‌inspiruje‌ ‌młodych‌ ‌ludzi‌ ‌do‌ ‌marzeń, ‌ ‌a‌ ‌marzenia‌ ‌są‌ ‌bardzo‌ ‌ważne.‌ ‌

‌Opracowała Agnieszka Skalska

Opiekun Szkolnej Izby Regionalnej

By chleb się wydarzył…
Zwyczaje związane z wypiekiem chleba.

Chleb pieczono zazwyczaj raz w tygodniu. W piątek wieczorem gospodynie przygotowywały rozczyn, a sobota była dniem właściwego pieczenia. Chleba nie można było piec w Wielki Czwartek ani Wielki Piątek. Było to związane z symboliką świąt. Dlatego również wystrzegano się piątku i czwartku w dni powszednie. Nie pieczono również chleba w dni modlitwy za zmarłych oraz w dniu śmierci członka rodziny. W całym procesie przygotowywania pieczywa nie mogły uczestniczyć osoby nieczyste, związane z krwią, czyli położnice, kobiety podczas menstruacji, zabójcy, kaci i żołnierze. Gdy rozpoczynano mieszanie ciasta, czyniono znak krzyża. Zawsze mieszano od strony lewej do prawej, co miało dawać wzrost. Przed wyrabianiem ciasta mówiono”Panie Jezu Chryste, dopomóż”. W momencie sprawdzania czy ciasto wyrasta, kto zaglądał pod ściereczkę cmokał,mlaskał, aby ciasto nie opadło.

Palenie w piecu chlebowym było również pewnym rytuałem. Palono drewnem sosnowym. Nie mogło być to drewno pochodzące z drzewa, w które uderzył piorun. Polana musiały być czyste, ponieważ przygotowywano dar Boży-chleb. Zanim włożono do pieca chleb, wrzucano do niego garść mąki, która jeżeli się zatliła, piec był za gorący, jeżeli przyrumieniła, można było wkładać do pieca bochenki. Były one wkładane do pieca na łopacie. W momencie wkładania nie mogło być w pobliżu nikogo obcego ani żadnego zwierzęcia. Pilnowano również, aby na ten moment nikt nie wchodził do chaty. Pierwszy bochenek był zawsze naznaczony znakiem krzyża. Gdy chleb się piekł uderzano 3 razy w powałę lub podrzucano nią wysoko, aby chleb wyrósł. Gospodyni w czasie pieczenia nie mogła usiąść, aby chleb nie usiadł. Upieczony chleb oblewano wodą i jeszcze raz wsuwano do pieca, aby uzyskać piękną , lśniącą skórkę. Gdy chleb był wyjęty, do pieca wrzucono szczapę drewna, aby piec nie był pusty. Wierzono,  że w ten sposób z piekła wybawia się jedną duszę. Pierwszy bochenek chleba był zawsze łamany, a nie krojony.

Wypiek chleba był dawniej czymś szczególnym. Należało zachowywać odpowiednie zwyczaje, bo w ten sposób zapewniono sobie dostatek i powodzenie.

Tekst i zdjęcia Agnieszka Skalska

Opiekun Szkolnej Izby Regionalnej.

Warsztaty robienia palmy wielkanocnej w Izbie Regionalnej

Z okazji nadchodzących Świąt Wielkanocnych 11 marca 2020 r. w naszej szkole zorganizowano warsztaty robienia palmy wielkanocnej. Celem zajęć było przybliżenie tradycji Świąt Wielkanocnych, doskonalenie umiejętności współpracy, rozwijanie poczucia estetyzmu i rozbudzanie wyobraźni. Zajęcia prowadziły panie Agnieszka Skalska, Wioleta Żytkowicz i Małgorzata Dubina. Podczas warsztatów każdy uczestnik pomagał w wykonaniu tradycyjnej palmy wielkanocnej z bukszpanu, kłosów zbóż i ziół oraz  z robionych własnoręcznie kwiatów z bibuły. Na zajęciach panowała miła, radosna atmosfera. Wykonaną na zajęciach palmę dwumetrową uczestnicy udekorowali naszą szkolną Izbę Regionalną.

           Bardzo dziękujemy dzieciom ze świetlicy szkolnej za udział      w warsztatach!

 

Kolędowanie z Dąbrówką

”Dlaczego śpiewamy kolędy?

Dlatego, żeby uczyć się miłości od Pana Jezusa.

Dlatego, żeby podawać sobie ręce.

Dlatego, żeby uśmiechać się do siebie.

Dlatego, żeby sobie przebaczać.”    ( ks. Jan Twardowski)

Tyle ważnych i pięknych powodów było po to, aby  25 stycznia 2020r. w Miejskim Domu Kultury spotkać się i usłyszeć koncert kolęd i pastorałek pt. ,,Dla tej miłości maleńkiej’’ w wykonaniu Regionalnego Zespołu Pieśni i Tańca ,,Dąbrówka’’.

Koncert prowadziła pani Agnieszka Skalska – opiekun Izby Regionalnej. Dzięki niej dowiedzieliśmy się, że w Polsce istnieje ponad pięćset kolęd i pastorałek. Najczęściej śpiewane są na melodię krakowiaka, oberka i poloneza.  Uważa się je za jeden z kanonów narodowego stylu w muzyce polskiej. Treść ich jest poświęcona maleńkiemu Jezusowi.

I tak koncert otworzyła najmłodsza członkini zespołu Klara Senktas, która wraz z pozostałymi  grupą dziecięcą: Mateuszem Główką, Anną Czupryńską, Magdaleną Araźną, Aleksandrą Michałowską, Emilią Kozubowską, Weroniką Kwiecień, Dagmarą Kołodziejczyk, Anną Władzińską, Piotrem Szymanek, Oliwią Pieniak i pięknym akompaniamencie pana Jerzego Zawadki  zaśpiewała tytułowy utwór koncertu ,,Dla tej miłości maleńkiej”.

Kolędy zapewniają ciągłość pięknego przeżywania wciąż na nowo Świąt Bożego Narodzenia. Są wyjątkowe, piękne. Wzruszają, przywołują wspaniałe wspomnienia, ocieplają atmosferę i sprzyjają zadumie. Tworzą świąteczną oprawę na którą czekamy cały rok. I tak  usłyszeliśmy w przepięknym wykonaniu Anety Senktas,  Agnieszki Zawadki, Agnieszki Kukawskiej, Magdaleny Antosiewicz, Sylwi Lipińskiej, Aleksandra Skolimowska: „Bóg się rodzi”, „Gdy śliczna Panna”, „ Lulaj że Jezuniu ”, „Dzisiaj w Betlejem”, „Pasterze mili”, „ W dzień Bożego Narodzenia”, „Mizerna cicha”,  „ O Gwiazdo Betlejemska , „Wśród nocnej ciszy”, „ Przybieżeli do Betlejem”.

Piękne jest to, że kolędowanie połączyło pokolenia na scenie i widowni, gdzie zasiedli młodzi, starsi, rodziny, dziadkowie. Wspólne kolędowanie to budowanie poczucia wspólnoty, które niesie ze sobą mnóstwo pozytywnych emocji, zbliża do siebie ludzi, znika poczucie osamotnienia bo wszystko dzieje się dla tej lub przez tą miłość maleńką.

Małgorzata Dubina

 

 

Jak to dawniej ze ŻNIWAMI i DOŻYNKAMI było?

Zażynki, czyli rozpoczęcie żniw najlepiej było zacząć w sobotę. Czasami wyznacznikiem rozpoczęcia był głos przepiórki.
Moja babcia  zawsze mówiła, że należy chociaż rozpocząć w sobotę czyli nawet ściąć małą wiązkę zboża. Wstawano razem z pianiem kogutów. Przed pracą święcono sierpy i kosy. Przed pierwszym cięciem robiono znak krzyża, a pierwsze ścięte kłosy układano na krzyż. Te czynności zawsze wykonywał właściciel ziemi -gospodarz. Żniwa miały swój rytm. Zawsze koszono od świtu do południa. Mężczyzna, który kosił ustawiał się do koszenia w taki sposób, aby podcięte łodygi opierały się o zboże, a nie opadały na ziemię. Wcześniej koszono tylko sierpami, co zapewniało odpowiedni szacunek do ziarna. Za kośnikiem szła kobieta- zbieraczka, trzymała w ręku sierp i podbierała. Gdy nazbierała pełne naręcze, wyciągała garść słomy, dzieliła je na dwie części i wiązała zboże w snopek. Snopki ustawiono w „dziesiątek”(10 snopków).Cztery tworzyły środek, inne opierano po trzy z każdej strony. Gdy było południe, przerywano pracę na posiłek i odpoczynek. Do pracy i z pracy zawsze wszyscy szli śpiewając.
Kolberg pisał: „Każdy pracował osobno na swoim wydziale, szli zawsze ze słońcem, ze wschodu na zachód, czyli od lewej do prawej strony”. Zawsze na końcu pola zostawiono niezżęte zboże, które pielono. To miało chronić uprawy przed chwastami. Gdy już wszystkie kłosy (pokłosie) były zebrane z pola, nie mogło nic zostać. Stawiano na rżysku wiechę-pęczek zbóż ozdobiony kwiatami. Robiono wieniec ze zboża i wszyscy żniwiarze szli z pieśnią na ustach do swojego pana- gospodarza. Oddawali mu wieniec co było symbolem zakończonych żniw. Gospodarz dziękował im ,częstował ich wódką, były tańce i śpiewy. Gdy już nie było pańszczyzny, gospodarze zbierali się w karczmie. Żniwa w Polsce trwały dawniej dwa miesiące , od 15 czerwca do 15 sierpnia, a kończono je dożynkami  (Święto Plonów). Dożynki obchodzone były w każdym gospodarstwie,  były obrzędem, mającym  zapewnić dobre plony w przyszłych latach.  Dziękowano Bogu za zbiory.
W swoim życiu kilka razy brałam udział w żniwach „i to tylko tak z doskoku”. Jest to ciężka praca. Najbardziej pamiętam smak zsiadłego mleka, które babcia dawała do picia, powrót do domu na wozie pełnym snopków. Po tych robotach zawsze byłam strasznie pokłuta i wszystko swędziało.